1 czerwiec 2019

Przyjemność, nie taka łatwa

przyjemność

Przyjemność to jakość, która pozornie jest wszędzie, ale tak naprawdę bardzo trudno ją odnaleźć. Szukamy jej, gdzie się da. Mamy nadzieję znaleźć ja w doświadczeniach, w seksie i niezwykle często przeżywamy zawód. Okazuje się, że dużo łatwiej nam sobie dogadzać, niż przeżyć autentyczną przyjemność. Jeśli kiedyś próbowałaś_się odprężyć na siłę i tylko cię to rozsierdziło albo jeśli po prostu tęsknisz za przyjemnością, to posłuchaj. Opowiem o tym, jak ciało przeżywa ten stan i trochę o kulturowym tle przyjemności. A także o:

🔷 o naturze przyjemności, czyli gdzie ją znaleźć? 
🔷🔷 o zyskach z osobistej przyjemności 
🔷🔷🔷 o wywrotowych cechach przyjemności oraz o tabu i mordercy przyjemności

🔴 Słuchajcie i podawajcie dalej & piszcie do mnie: marta@niedzwiecka.net

🎧 YT: https://youtu.be/ozmierzchu

🎧 Anchor: https://anchor.fm/ozmierzchu-niedzwiecka

🎧 iTunes: https://pcr.apple.com/ozmierzchu

🎧 Spotify: https://open.spotify.com/show/ozmierzchu

Życie się robi lepsze, o zmierzchu. 

#ozmierzchu #seksisens #głowaserceciało #przyjemnosc

  
                                                  
🔷🔷🔷

 
Pierwszy podkast to nie jest prosta sprawa, drodzy moi. Nawet, gdy myślę, że mówię do Was, na razie do osób, które znam, to mam lekką tremę. Bardzo liczę na waszą energię zarówno w otwartości słuchania, dzielenia się z innymi, jak i kontaktu ze mną, bym mogła nagrywać tematy jak najbardziej aktualne dla Was.

O Zmierzchu będzie audycją o tym jak Niedźwiecka analizuje i próbuje zrozumieć, co się dzieje z ludźmi, z ich seksualnością, relacjami, ale także z poszukiwaniem sensu i równowagi w życiu. Na pewno będzie tu wiele różnych wątków, postaram się, by łączyły się w spójną całość. Będą różne głębokości poszukiwań, dołożę starań, żeby i ci początkujący i ci zaawansowani znaleźni tu strawę dla ducha i świadomości.

O Zmierzchu ma być bardzo slow, także dlatego, że ja niezbyt jestem slow, i ciągle się uczę. Chodzę, rozglądam się i zadaję pytanie – dlaczego to działa właśnie tak? Co tu można poprawić, żeby było lepiej, lżej, milej? Dlatego jako pierwszy temat na podkast wybrałam przyjemność. Jakość, która pozornie jest wszędzie – łypie na nas z reklam, przymusza do decyzji zakupowych – a tak naprawdę jest jedną z najbardziej deficytowych rzeczy na świecie. Wszyscy za nią tęsknią, niewielu wie, jak do niej trafić.

Dlaczego coś tak prostego jak przyjemność, zaczęło być tak skomplikowane? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie potrzebujemy zrozumieć zarówno sposób w jaki nasze ciało przeżywa przyjemność, jak i kulturowe tło zjawiska przyjemności.

Nie można oddzielić przyjemności od ciała i doświadczenia zmysłowego. Przyjemność jest stanem ciała. Aby jakaś aktywność sprawiała nam przyjemność, musi być związana z określonym pobudzeniem zmysłowym i określonym stanem ciała. Nawet jeżeli coś chwilowo jest dla nas trudne, na przykład uczymy się jeździć konno – na początku jest turbo trudno, ale potem integrujemy nowe umiejętności, przestajemy się obawiać, zaczynamy czerpać radość z czynności. I to czerpanie radości, zawsze jest oparte o zmysły i czucie.

Nawet zwykłe czynności mogą przynosić nam przyjemność, o ile robimy je świadomie. Przyjemnością może być prysznic albo kąpiel. Ale kiedy kąpiel jest przyjemna? Jeśli nieco się postaramy i dodamy do niej jakieś elementy pobudzające zmysłowo. Inaczej jest po prostu usuwaniem brudu z ciała. Podobnie jest z jedzeniem – uważność wobec smaku, pewna doza celebracji i już jedzenie sprawia nam przyjemność. Przyjemność jest oparta o RECEPTYWNOŚĆ, czyli o odbiór bodźców zmysłowych. Musimy umieć rozluźnić ciało, odebrać informację np. od kubków smakowych, aktywnie ją przetworzyć. Receptywność brzmi jak najprostsza na świecie rzecz, ale wcale taka nie jest Za chwilę to rozwinę.

Mamy już kilka cech, właściwych dla przyjemności: Jest stanem ciała, jest związana ze zmysłami, wymaga uważności i receptywności. Czy coś więcej?

Pomyślcie o pracy. Ludzie często mówią, że sprawia im ona przyjemność. Nawet ja tak powiedziałam, na początku tego wystąpienia. Ale trochę was oszukałam – moja praca przynosi mi satysfakcje, nie zaś przyjemność w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Dlaczego? Bo odczuwam zadowolenie, że jestem dobra w tym, co robię. To jest gratyfikacja mentalna. Moje ciało nie jest ani o jotę szczęśliwsze, jeśli napiszę kolejną książkę. Szczerze, jak będę nad nią pracować, to będzie nawet bardzo nieszczęśliwe – spięte, zgniecione, zablokowane od wielu godzin przed komputerem. Natomiast moje ciało, które wychodzi z udanego nurkowania, ono jest całe szczęściem i przyjemnością. Hormony i neuroprzekaźniki szaleją w moim mózgu i krwioobiegu, czuję się jak milion dolarów w złocie, a posiadanie wyjątkowo nietwarzowych odgnieceń od maski wzbudza we mnie ochotę do śmiechu. Nie muszę wygrać konkursu na najlepsze nurkowanie roku, żeby wyjść z wody z pełnym, nasycającym odczuciem przyjemności. Tak naprawdę – ciśnienie na wykon jest sprawcą największej ilości rozczarowań i to ono jest jednym z morderców przyjemności.

Ludzie rywalizują, wyznaczają sobie cele, które osiągają i nie ma w tym nic złego, tylko, że to nie będzie przyjemność – to będzie satysfakcja. Przyjemność jest związana ze skupieniem, ale bez ciśnienia, nawet czasem – bez celu. Celem jedzenia pysznych rzeczy nie jest najedzenie się, najeść się można kanapką z subwaya. Celem kochania się nie jest tylko zaspokojenie popędu, jest nasycenie seksualne, które jest czymś znacznie więcej. Celem obcowania ze sztuką, nie jest wgranie konkursu Milionerzy, ale odczucie, które budzi w nas katedra gotycka albo określony obraz.

Przyjemność jest indywidualna i skrajnie osobista.

Wszyscy wiemy, że ludzie lubią różne rzeczy i różne rzeczy sprawiają im przyjemność. Co to tak naprawdę znaczy – że temperamentalne, osobowościowe uwarunkowania będą wpływały na to, co wybierzemy dla siebie jako właściwe do osiągania przyjemności. W tym aspekcie przeżywanie przyjemności jest bardzo bliskie procesowi twórczemu. On też jest niezwykle osobisty, służy ekspresji potrzeb i talentów. To jest w ogóle bardzo ciekawe, ale twórczość nie istnieje bez odczucia przyjemności. Żaden artysta nie robiłby tego, co robi, gdyby nie przeżywał wokół swojego działania przyjemności. Kreatywność rozumiana jako twórcze wyrażanie siebie i wchodzenie w dialog ze światem jest siostrą przyjemność. Jednocześnie wszelka sztywność, nadmiar zasad lub oczekiwań, napięcie zabijają zarówno kreatywność, jak i przyjemność.

Wspomniałam o sztywności – czy dostrzegliście, że jeżeli ktoś jest naprawdę świetny w tym, co robi, to zazwyczaj jego ruchy są pełne gracji, celowe i eleganckie? Tancerz, narciarz, a nawet stolarz. Jeśli wiedzą, co robią, to nawet potknięcie wygląda dobrze. Można powiedzieć, że gracja jest fizyczną emanacją przyjemności. Ciało całym sobą mówi, że jest mu dobrze. W przyjemności ludzie czują się lekko, radośnie, wolni, zaangażowani, ale bez przymusów, otwarci, pełni możliwości.

Czy dostrzegliście, że przyjemność jest niezwykle ulotnym zjawiskiem?

Na pewno kiedyś poszliście na masaż, żeby sprawić sobie przyjemność i mimo godzinnego wysiłku wyszliście z gabinetu zirytowani? Nic z tego nie było. Dlaczego? Wspominałam o receptywności i braku celowości. Przyjemność wymaga od nas bardzo trudnej sztuki rozluźnienia się i bycia obecnym jednocześnie. Możemy gonić za przyjemnością i nigdy się nie nasycić, niczym bohaterowie mitów obłożeni klątwą. W przyjemność można wejść, można się do niej dostroić, ale nie można jej posiąść. Receptywność, która jest naturalnym stanem naszego ciała, ugina się i niknie pod presją naszej zadaniowości, stresu, pośpiechu i obsesyjnego wręcz dążenia do efektywności. Żaden spięty, osiągający człowiek nie będzie świadomy swojego odczuwania zmysłowego, ponieważ cała jego uwaga wędruje w stronę półrocznego targetu lub kolejnego deadlinu. Tryb zadaniowy zwiastuje koniec przyjemności.

Przyjemność okazuje się całkiem wymagającym stanem – nieprawdaż? Potrzebujemy znać siebie, potrzebujemy być rozluźnieni i zachować umiar (nadmiar jest kolejnym wrogiem przyjemności) i naprawdę musimy, musimy być w odpowiednim nastroju. Czy kiedykolwiek zdarzyło się, że ktoś chciał sprawić wam przyjemność, a wy – z powodu np. złego samopoczucia zareagowaliście irytacja? Nie można mieć przyjemności na siłę. Nie da się cieszyć symfonią Beethovena, kiedy chcemy tłuc talerze. Albo nasycać wzrok widokiem pięknego zachodu słońca, gdy właśnie chce nam się płakać. Aby przeżyć przyjemnośc musimy potrzebujemy umieć sobie odpuścić.

Potrzebujemy pozwolić sobie odpuścić, poczuć, nastroić się na zmysły i przede wszystkim porzucić tryb zadaniowy, w którym znajdujemy się większość czasu. Przejść z aktywacji układu współczulnego, na przywspółczulny. A to jest strasznie bardzo trudne, bo żyjąc w nieustającym pośpiechu i stresie mamy ogromne trudności z rozluźnieniem się, poddaniem, wyciszeniem. Nasz współczulny układ nerwowy jest ciągle aktywny, wiec jesteśmy ciągle przygotowani do ucieczki albo walki, ale na pewno nie do przyjemności.

Przyjemność nie jest poważna, ale jest jak najbardziej serio.

Zobaczcie, jak bawią się dzieci, które nie są podpięte do elektroniki. To jest ideał zaangażowania w przyjemność. Przerwij dziecku zabawę i zobaczyć jak bardzo była dla niego ważna. Mimo, że dla nas wydaje się błaha.

W kulturze zachodu przyjemność, podobnie jak ciało, jest traktowana z najwyższą podejrzliwością. Jest synonimem płochości – zajmują się przyjemnościami ci, co nie mają nic sensownego do roboty; jest równoznaczna z infantylnością – spójrzcie jak w reklamach konstruowany jest wizerunek przyjemności zmysłowej; w najlepszym wypadku będzie to „twoja słodka chwilka wytchnienia w codziennej gonitwie”. Często jest przeciwstawiona byciu odpowiedzialnym i godnym zaufania – temu to tylko przyjemności w głowie. Kultura zachodu wielbi efektywność, a nie patrzenie z zachwytem w niebo.

Od wieków przyjemność, nie tylko seksualna, była obłożona licznymi restrykcjami i mocno uporządkowana. Bawimy się w Karnawale – wtedy jest czas na szaleństwa. Oprócz tego czasu – pracujemy. Drogi poszukiwania i zaznawania przyjemności, ponieważ związane z ciałem, zmysłami i seksualnością były przez wiele wieków pod ostrzałem świątobliwych mężów nawołujących do opamiętania i zawrócenia z grzesznej drogi.

Nawet dzisiaj przyjemność nie jest łatwa ani oczywista. Jej przeżywanie jest bardzo związane z klasa społeczną w jakiej się znajdujemy – co więcej, może służyć podkreślaniu przynależności do tej klasy, nawet gdy się w niej nie jest. Prostym przykładem jest wykwintne jedzenie serwowane w bardzo wyrafinowanych restauracjach. Pamiętam byłam na kolacji, która była taką ucztą dla zmysłów, a po niej usłyszałam od jednego z uczestników, że nie można się było tym najeść. Najwyraźniej ta osoba miała inne potrzeby w zakresie przyjemności, ale uznała, że przebywanie w takim miejscu doda jej splendoru.  Nie pomogło najwyraźniej w odczuwaniu przyjemności.

Przyjemność nadal jest tematem tabu, i nie mówimy tutaj tylko o rozkoszach seksualnych, ale nawet na prostej zgodzie na zmysłowość, która jako się rzekło jest nieproduktywna i nie służy powiększaniu PKB. Przyjemność nadal pozostaje obszarem przekroczeń – można tu wymienić nie tylko ascezę, doświadczenia seksualne wykraczające ponad standard przyjęty w społeczeństwie, a prowadzące do ekstazy, ale też, na przykład, sporty ekstremalne. Co było obecne w kulturze od wieków, ale teraz zyskało zupełnie szczególne miejsce.

W popkulturze, która nas otacza nawet definicja przyjemności jest inna, niż to co powiedziałam. Przyjemnością jest posiadanie lub kupowanie określonych obiektów, czasowo (moda) lub trwale związanych np. ze statusem lub wizerunkiem. Namawiam was, byście zastanowili się nad tym, jak obiegowe rozumienie przyjemności jest różne od tego, co usłyszeliście na początku.

I tu otwiera się absolutnie piękny i absolutnie subwersywny potencjał przyjemności w naszej kulturze.

Załóżmy, że odnajdziecie dla siebie te głównie jakości związane ze stanem przyjemności o których wspominałam – nauczycie się odpuszczać, a potem odnajdziecie własne zmysły, więc przyjemność pojawi się w waszych zrelaksowanych, czujących ciałach; sprawdzicie ja możecie nasycać się i wyrażać w przyjemności – czy to seksualnej, czy to związanej z aktywnością, czy na przykład z zapachem. Obudzicie w sobie tą część, która bardziej niż patrzeć w excela chce patrzeć na morskie fale i dacie jej szansę. Wiecie, co się wtedy wydarzy? Cały ten technokratyczny obłęd nakierowany na efektywność, ściśnieniowany, oddzielony od czucia czegokolwiek po prostu zostanie na drugim brzegu. W świecie, w którym żyjemy indywidualna, świadoma przyjemność oparta o rozumienie siebie, nie o konsumpcję i przymus osiągania sukcesów, może stać się waszym prywatnym wyrazem niezależności. Czego oczywiście, życzę wam mocno.

Chciałabym byście zapamiętali, że aby PRZEŻYĆ PRZYJEMNOŚĆ MUSIMY UMIEĆ ODPUŚCIĆ SOBIE. Musimy pozwolić ciału na swobodne reagowanie, nastroić się na zmysły i porzucić tryb zadaniowy. Obiecuję, że będziemy do tego wracać, bo nie da się żyć bez przyjemności.

Ten zmierzch powoli ma się ku końcowi. Dziękuję wam za wspólny czas i zapraszam na kolejny podkast, tym razem o emocjach. Usłyszymy się za tydzień, tymczasem

Dobrej nocy

 

Udostępnij artykuł
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Wesprzyj O Zmierzchu na Patronite.

Twoja moneta zasila podkast oraz przynosi szczęście darczyńcy.