15 czerwiec 2019

Dedlajny i maratony, czyli jak stres rujnuje seks

seks i stres

 

Dziś jest o fizjologicznej reakcji na stres i jej wpływie na nasze ciało. Tym wpływie, który powoduje, że z czasem przestaje nam wychodzić. Opowiadam, jak styl życia i przeżywane obciążenia zmieniają kondycję psychofizyczną i możliwość przeżywania dobrego zbliżenia seksualnego. I tłumaczę na jakiej zasadzie stres działa na was na co dzień i jak się w to nie wkręcić. Mam nadzieję, że #zaburzeniaerekcji popchnie ten podkast, choć temat jest mocno aktualny także dla kobiet. 

🔷 czemu warto uwierzyć, że stres istnieje?

🔷🔷 jak autonomiczny układ nerwowy nami rządzi?

🔷🔷🔷 5prostych metod na odprężenie

 

🔴 Słuchajcie i podawajcie dalej !

 

🎧 YT: https://youtu.be/ozmierzchu

🎧 Anchor: https://anchor.fm/ozmierzchu-niedzwiecka

🎧 iTunes: https://pcr.apple.com/ozmierzchu

🎧 Spotify: https://open.spotify.com/show/ozmierzchu

 

Życie się robi lepsze, o zmierzchu. 

#ozmierzchu #seksisens #głowaserceciało #przyjemnosc #ciało #seks #makesexgreatagain

🔷🔷🔷

 

Witam was w piątym odcinku O zmierzchu. Okazuje się, że tematów jest tyle, że może będę wypuszczać odcinki dwa razy w tygodniu. Ale nie chcę nic obiecywać, bo przysięgłam sobie, że będę te podkasty nagrywać dla swojej przyjemności i dla was, a nie po to, żeby realizować plan. Się zobaczy. Było o przyjemności, było o emocjach (przynajmniej na poziomie podstawowym), no to teraz czas na seks. Odcinek można powiedzieć, fundamentalny, co by pojąć, dlaczego dysfunkcje seksualne są tak powszechne.

 

Dedlajny i krossfit – czyli jak stres rujnuje ci seks

 

W poprzednim odcinku opowiedziałam wam trochę o kulturowym tle problemów z seksem. O tym, jak kultura i religia, w której zostaliśmy wychowani wpływa formatująco na nasze postawy, poglądy, obawy i nawet na to, w jaki sposób myślimy o niektórych rzeczach – np. seks z definicji jest podejrzany, bo opiera się o ciało, a ciało jednak jest grzeszne.

I jeśli sądzicie, że jesteście wolni od takich przesądów to uczciwie sprawdźcie kilka własnych oburzeń z ostatniego miesiąca. Dotyczących tego jak ktoś się zachował, zaprezentował itp. Obstawiam, że przynajmniej jedno będzie oparte o kwestie ciała – co wolno pokazywać, co nie, czy wolno karmić piersią w miejscach publicznych. Serio negatywne przekonania na temat ciała i seksu są wszędzie. Ale dzisiaj złapiemy inną perspektywę – gdzieś tak w pól drogi między tym, co ogólnoludzkie, a jednostkowe. Taką jakością, która łączy nas wszystkich, ale którą każdy z nas znosi i przeżywa indywidualnie jest …. stres.

 

Zazwyczaj, gdy rozmawiam o tym z ludźmi, to po mojej rewelacji widzę ich niedowierzanie. „eee, stres, alejakhto” albo „dobratam, wszyscy się stresują”. Nie rozumiemy czym jest stres dla naszego układu nerwowego i przywykliśmy go lekceważyć, a to zazwyczaj prowadzi do kłopotów.

Potrzebuję coś doprecyzować – rozumiem, że stres działa mobilizująco. Czasem trzeba zebrać się w sobie i coś zrobić. Dzisiaj chcę powiedzieć o innym obliczu stresu – długotrwałym obciążeniu psychiki i ciała, które wynika ze stylu życia jaki prowadzimy, głównie w wielkich miastach.

Żeby to zilustrować opowiem wam krótką historię.

Wyobraźcie sobie, że wracacie późno do domu. Dużo pracy i jakiś średniej wielkości fakap, czyli dzień jak co dzień. Cośtam się wydarzyło gdzieśtam i stoicie w korku dwa razy dłużej albo był taki ścisk, że musieliście puścić tramwaj i poczekać na następny. Mimo, że już siedzicie na kanapie, całe wasze myśli wypełniają treści z tego dnia. Co można było odpowiedzieć szefowi, albo jak można było spławić kogoś, kto właśnie wrzucił wam coś do zrobienia. (Wersja dla rodziców – nadal przeżuwacie wydarzenia, a wokół szaleje tajfun pod nazwą dziatki, który domaga się natychmiastowej uwagi). Próbujecie ogarnąć popołudnie, wycisnąć z niego, co się da, ale każda kolejna godzina, zamiast przynosić odpoczynek, tylko dodatkowo was męczy. Półżywi lądujecie w sypialni i w odruchu ratowania życia (Przecież seks odpręża, nie?!) próbujecie coś zrobić. Wasze ciała są spięte, myśli nadal błądzą wokół tematów z pracy lub trosk generalnych. Jeśli jesteście mężczyzną może się okazać, że erekcja skończy się zbyt szybko lub nie będzie jej w ogóle. Jeśli jesteście kobietą, może się okazać, że nawet nie zdołacie poczuć podniecenia. Są spore szanse, że kolejnym razem, gdy spróbujecie uprawiać seks, będzie podobnie. I zaczną wam rosnąć w głowie pomysły, tylko pogarszające sytuację – mężczyźni mogą zacząć wątpić w swoją sprawność. Z każdym kolejnym razem, zmuszając się „żeby nareszcie coś wyszło” napinają się coraz bardziej, aż chwilowa niedyspozycja staje się uwarunkowaniem i trzeba naprawdę sporo, żeby cofnąć jego efekty. Jeśli jesteście kobietą, która nie ma specjalnego drygu do seksu, uznacie, że zdecydowanie lepiej jest się przespać, niż zawracać sobie głowę tymi bzdurami. Jednym słowem, nie zastartuje mechanizm nagrody, który potrzebuje jakiegoś bodźca gratyfikującego – na przykład w postaci orgazmu lub nagrody – żeby się nam chciało chcieć. Nawet te kobiety, których do seksu przekonywać nie trzeba, jeśli są mocno zanurzone w codziennych znojach i docisku, to mogą się starać, a i tak niewiele będą miały z tego rozkoszy – ich ciałko migdałowate, wciąż aktywne, utrudni figle.

 

Wierzycie już, że stres ma wpływ na jakość waszego życia seksualnego? Dodajcie do tego fakt, że ludzie zestresowani są bardziej drażliwi, częściej się kłócą. Że stres emocjonalny zamyka nas w naszych bańkach i utrudnia, a czasem uniemożliwia nawiązanie realnego kontaktu z człowiekiem naprzeciwko nas. Że stres powoduje dekompensację psychiczną – nastawiamy się na walkę, przetrwanie lub ucieczkę, nie zaś na przyjemność, odprężenie, rozkosz, więc ciężej nam osiągnąć seksualne szczyty. Że stres napina nam ciała, więc nawet jak coś poczujemy to i tak znacznie słabiej, niż by można. Że od stresu siadają nam zdolności poznawcze, więc nawet jak wylądujemy w łóżku, to lecimy na autopilocie, bo żadne nowatorskie rozwiązania do głowy nam nie przyjdą.

 

Jest grubo, bo jednocześnie zupełnie tego stresu nie zauważamy.

Przywykliśmy do niego jako do części normalnego obciążenia jakie znosimy.

 

A co stres wyprawia z naszym seksem? Duża część dysfunkcji seksualnych jest po prostu odpowiedzią ludzkiego ciała na przedłużający się stres – nadmiarowe obciążenie psychofizyczne. Przepracowana i cierpiąca na mnóstwo dolegliwości pani   menago w korpie i biegający maratony, zdrowy niczym tur facet, będą mieli temat z seksem na tej samej zasadzie. Można być w pełni sił witalnych i na skutek pewnych mechanizmów mieć odłączone zasilanie w tym miejscu. Postaram się wam wyjaśnić, jak to działa.

Pamiętacie historię o strudzonym człowieku powracającym do domu, który mimo starań nie może czerpać radości z seksu? Na takim przykładzie widać bardzo wyraźnie jak nasze ciało współgra ze stanem naszego umysłu i jak stan naszej psychiki modyfikuje, co dzieje się z ciałem.

Aktywność seksualna jest pod kontrolą autonomicznego układu nerwowego, czyli nie mamy nad nią świadomej kontroli. Nie możemy wywołać podniecenia, na przykład dlatego, że tak trzeba. Za każdym razem, gdy mężczyzna czy kobieta przeżywają podniecenie, impulsy wędrujące przez układ nerwowy powodują rozszerzenie naczyń krwionośnych. Szczególnie w penisie czy w łechtaczce, co umożliwia dopływ krwi do ciał gąbczastych znajdujących się w obydwu organach – to coś nazywa się erekcją. Tak łechtaczki też przeżywają erekcję. Inny mechanizm uniemożliwi powrót krwi z powrotem do krwioobiegu. W przypadku długotrwałej reakcji stresowej naczynia krwionośne nie są w stanie otworzyć się w całości. Więc mężczyźni mają problem z uzyskaniem lub utrzymaniem erekcji. Także dlatego problemy z erekcją u facetów muszą być rozpatrywane także w kontekście emocjonalnym – bo negatywne zdarzenia (nie udało się) powodują silne uwarunkowanie psychiczne (coś ze mną nie tak, lęk), co nasila stres emocjonalny, który utrudnia zrobienie czegokolwiek. I pętla się zamyka.

U kobiet to tak nie działa, ale za to stres powoduje aktywizację ciałka migdałowatego. Ciałko on, seks off, tak w skrócie. Tylko dezaktywacja ciałka migdałowatego da szanse kobiecie na udany seks. W każdym razie na dość skomplikowany mechanizm jakim jest ludzkie podniecenie seksualne, napięcie psychiczne ma wpływ zdecydowanie niekorzystny.

 

Powiedziałam, że nie mamy kontroli nad autonomicznym układem nerwowym.

 

Trochę upraszczałam, bo jednak mamy. Co potrzebujemy robić? Ano – wyłączyć gadzinę. Tylko jak? Świadomie się odprężając i „wychodząc z własnej głowy”. Dlaczego to tak działa? Autonomiczny układ nerwowy jest odpowiedzialny za nasz dialog ze światem. Świat w nas wali impulsami, a my na to reagujemy pobudzeniem. Problem w tym (i ten problem jest wielki jak oceaniczna wyspa śmieci – czyli w piiip wielki), że nasz poziom pobudzenia wzrósł od neolitu jakiś milion razy. Kiedy byliśmy oflajnowym dwunogiem przemierzającym sawanny, naszymi głównymi zmartwieniami było: bezpieczeństwo, prokreacja i znalezienie pożywienia. Autonomiczny układ nerwowy odpowiadał na zmieniające się otoczenie i bodźce z zewnątrz w prosty sposób. Na widok lwa spieprzałeś lub spieprzałaś co sił w nogach. Na widok przedstawiciela innego plemienia, który zasadzał się na twoje zasoby, dzieciaki albo obszar łowiecki, odpalałeś albo odpalałaś (tiia, kobiety polowały z mężczyznami) pełną dzidę i ruszałaś – łeś do ataku. Na widok lwa zbyt blisko, bez szans na ucieczkę padałeś lub padałaś na glebę i w celu udawania padliny. Naukowo nazywa się to bezwarunkowa reakcja na stres, inaczej 3F – fly, freeze, fight. Uciekaj, zamieraj albo walcz.

 

Reakcja 3 F powoduje wytworzenie się w naszym ciele znacznych ilości kortyzolu i andrenaliny. To hormony stresu, których zadaniem jest przygotowanie ciała do walki lub ucieczki. Ale tylko do tego. Nie za bardzo pomagają w udawaniu padliny ani w prowadzeniu szczęśliwego życia z udanym seksem, ponieważ dosłownie wprawiają nasze ciało w stan fizjologicznej paniki. Wszystko co macie w środku jest wrażliwe na kortyzol i andrenalinę. I w paleolicie gwarantowało nam to przetrwanie, tyle tylko, że teraz 3Fki uruchamiają się zdecydowanie zbyt często i w nieadekwatny sposób.

 

Serio, mózg i układ nerwowy nie zmądrzał od tego czasu w tym sensie, że nie dokonał jakiegoś genialnego przystosowania do nowoczesnego trybu życia. Weźmy sztuczne światło. W Warszawie oświetlenie gazowe na ulicach wprowadzono w 1856; 163 lata temu. To nieco zbyt krótko dla naszego mózgu, żeby w pełni zaabsorbować taką informację.

Słabo też radzimy sobie z hamowaniem już rozpędzonej reakcji na bodziec stresowy – zwierzęta mają fizjologiczne mechanizmy pozbywania się nadmiarów kortyzolu i adrenaliny. Na przykład trzęsą się i dygoczą, a potem wracają do równowagi. My tak nie umiemy. Potrzebujemy znaleźć metodę na uspokojenie, czyli dezaktywację, własnego autonomicznego układu nerwowego, który zbyt wiele spraw traktuje jako zagrożenie i głupieje wiele razy w ciągu dnia, od tych wszystkich bodźców, które przywykliście uważać za normę.

Napięcie na zebraniu. Deadliny. Nieustanny pośpiech. Powiadomienia na telefonie. Siedzenie w samochodzie w korku, kiedy śpieszysz się gdzieś. Praca w biurowcu. Kłótnia z szefem. Mało? Jeśli dalej jesteście skłonni lekceważyć stres jakiemu codziennie podlega wasze ciało? To powiem wam, że nawet smog, sztuczne światło i siedzący tryb życia są realnym bodźcem stresowym dla waszego ciała.

Ale też na przykład bieganie maratonów, czy cross fit – bo bardzo intensywny wysiłek fizyczny jest mega obciążający dla organizmu. Następnym razem, kiedy zobaczycie na insta jakiegoś super sportowca i pozazdrościcie mu czegoś, na przykład sześciopaka, to przypomnijcie sobie, że przynajmniej w okolicach przygotowań do startu i zawodów, raczej nie osiąga on wyżyn w tej dyscyplinie.

 

Zróbmy oddech i podsumujmy, bo się ponuro zrobiło:

  1. Niedocenianym przeciwnikiem, który może zdemolować nasze życie seksualne jest stres.
  2. Ludzie nie doceniają siły reakcji stresowej, którą przezywają na co dzień, bo do niej przywykli, gdyż przeżywają ją na co dzień.
  3. Stres trzeba ogarniać priorytetowo, bo nasz układ nerwowy jest tak skonstruowany, że uniemożliwi nam normalne życie, jeśli uzna, że jesteśmy w stanie zagrożenia.

 

Mamy to?

To idziemy do rozwiązań.

 

Zaraz – przypomniałam sobie. Na pewno ktoś z was myśli właśnie … tiiia, co najmniej raz w życiu bzyknąłem się / bzyknęłam się w totalnym stresie (egzaminy, projekt na jutro itp.) i jakoś to było. Świat się nie zawalił, a może nawet był orgazm/ przyjemność cośtam. To, że coś się raz udało, nie znaczy, że będzie działać zawsze. To po pierwsze. Po drugie – liczy się kontekst – jeśli miałeś 22 lata i to było na studiach, to się nie liczy, nawet jak następnego dnia zdawałeś ekonometrię. Bo twoje ciało wręcz buzowało od testosteronu. Kilka kropel kortyzolu nie robiło mu różnicy. Po trzecie – można bzyknąć się w dużym stresie i nawet się przy tej okazji odstresować, ale z jakościowym seksem nie będzie to miało za wiele wspólnego. I raczej nie da się powtarzać do zaawansowanej czterdziestki.

Wracamy do rozwiązań. Wiemy, że trzeba zmusić autonomiczny układ nerwowy do dezaktywacji. I to nie jest trudne, choć nie wydarzy się bez pewnych starań.
 

Oto pięć sposobów na właściwe odprężenie do stosowania łącznie.

Nie da się przedawkować.

Nie musisz konsultować się z lekarzem, ani nikomu za to płacić.

 

1./ Szukaj swoich sposobów na odprężenie, które nie są zaleganiem przed serialami z butelką wina. Wybieraj takie w których twoje ciało będzie mogło coś poczuć. Taniec będzie tutaj lepszy, niż czytanie książek, a masaż relaksacyjny dwa razy lepszy od butelki wina.

2./ Medytuj – mindfulness jeśli bardziej zaawansowane formy medytacji nie są dla ciebie. Jeśli na razie nie widzisz się w żadnej z tych form – oddychaj świadomie.

3./ Uprawiaj codzienną uważność – staraj się utrzymywać uważność w tu i teraz, sprawdzając co się z tobą dzieje, to uniemożliwia odlatywanie w przeszłość lub przyszłość (zazwyczaj wtedy rosną nam obawy).

4./ Ćwicz w rozsądnych ramach – zdrowa porcja ruchu, joga, nawet bieganie, o ile nie powoduje wypluwania płuc.

5./ Redukuj poziom kortyzolu przy pomocy oksytocyny. Dotyk, niekoniecznie erotyczny jest najpewniejszą metodą na jej uruchomienie. Wystarczy kilkanaście minut przytulania i kortyzol zacznie się ulatniać.

Ten zmierzch powoli ma się ku końcowi. Dziękuję wam za wspólny czas i zapraszam na kolejny podkast, jeszcze nie wiem o czym będzie. Usłyszymy się za tydzień, tymczasem…

Dobrej nocy

Udostępnij artykuł
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Wesprzyj O Zmierzchu na Patronite.

Twoja moneta zasila podkast oraz przynosi szczęście darczyńcy.